PITTSBURGH, 10 GRUDNIA 2003 ROKU. Noc. Zacina zimny deszcz. Chris Urmson niepokoi się o Sandstorma, zrobotyzowany pojazd, który stoi nieopodal na dużym placu pomiędzy pustymi walcowniami. Urmson sprawdza wodoodporną osłonę chroniącą metalową klatkę pełną komputerów i specjalizowanych układów elektronicznych, które są głową robota chimery, umocowaną do wysłużonego hunwee (następcy słynnego jeepa willisa) korpusu piechoty morskiej. Gołe ręce drżą z zimna, a reszta ciała jest obolała po trzech nieprzespanych nocach spędzonych na pracy w terenie. Urmson patrzy ponuro na maszynę i rozważa różne rozwiązania. Żadne nie jest dobre. On i jego towarzysze twierdzili miesiąc temu, że dziś przed północą Sandstorm samodzielnie pokona 240kilometrową trasę. Wówczas wydawało to się prawdopodobnew końcu 240 km w stosunkowo gładkim, płaskim terenie jest niczym wobec 320 km szybkiej jazdy po pustyni, które robot musi pokonać 13 marca 2004 roku*, aby wygrać wyścig zorganizowany przez amerykański Departament Obrony i aby jego konstruktorzy zdobyli milion dolarów nagrody i sławę wybitnych robotyków.

Niestety, po 20 godz. nieprzerwanego poszukiwania i naprawiania błędów system nawigacyjny Sandstorma ciągle nie wiadomo czemu szwankuje. Dwa dni temu pojazd samodzielnie potrafił przejechać wiele kilometrów. Poprzedniej nocy uderzył w plot, a dziś staje po zaledwie kilku okrążeniach placu testowego. Dziesięciu członków drużyny moknie i marznie. Wycieńczeni pochylają się nad laptopami w prowizorycznej przybudówce i ciasnym vanie. 28letni Urmson już od dawna prawie nie widuje żony i dwumiesięcznego dziecka. Kontynuowanie pracy w takich warunkach wydaje się niecelowe. A jednak przed godziną Urmson i reszta zespołu skupili się wokół Williama „Reda” Whittakera, lidera Drużyny Czerwonych i opiekuna pracy doktorskiej Urmsona w Carnegie Mellon University (CMU), i zgodzili się, że będą pracować w nocy, potem w dzień i znowu w nocy, jeśli będzie trzeba, aż do chwili, gdy zgodnie z obietnicą Sandstorm pokona 240kilometrowy odcinek testowy.

Po raz kolejny Red przypomniał dewizę drużyny: „Mówimy, co zrobimy, i robimy to, o czym mówimy”. Ich reputacja, poczucie własnej wartości a w przypadku studentów ocena ze studiów zależą od powodzenia tego przedsięwzięcia. W tej chwili Whittakera nie ma jednak w pobliżu i zespołem kieruje Urmson, dyrektor techniczny. Patrzy na strugi wody spływające po plandece i myśli, ile tygodni pracy może przepaść przez byle przeciek, który grozi zwarciem obwodów. Postanawia przerwać testy i posyła wszystkich do łóżek. Następny dzień to piekło. Niczym wściekły trener w przerwie spotkania Whittaker karci zespól za słabość i niezrealizowanie innych celów. „Wszystko zaczęło się sypać, kiedy skoncentrowaliśmy się wyłącznie na tych na 240 kilometrach. Karoseria samochodu jest niepomalowana, witryna internetowa nieaktualna, elektronika pomiarowa w proszku. Myślicie, że wygramy rajd, jeśli elektronika nie będzie miała lepszej osłony?” Kręcą głowami. „Oczywiście, że nie. Jak tak dalej pójdzie, nie mamy szans. Spójrzcie tylko na to. Czy tak powinien wyglądać nasz warsztat?” pokazuje porozrzucane wszędzie narzędzia i części. Bierze głęboki oddech.



Tagi: samochód, technika, fabryka

Podział strony